Nagła potrzeba mówienia

Nagła potrzeba mówienia, wiesz co mam na myśli.

Uzupełniam ostatnie wspomnienia, przynoszę nowe rozmyślenia do łóżka, śmieci zebrane na zewnątrz, ciemne i mokre od powietrza. Zimne, nastroszone i kłujące po dłoniach igłami wilgoci. Gdy tylko otwieram oczy znika nadbudowany świat, zamykam i oddech staje się spokojniejszy a ja mogę, już nie marznąc, zdjąć z siebie ciężkie okleiny ubrań. Już wkrótce przymierzę nowe, uszyte ze snów i dymu. Widzę, daleko stąd, w cienkiej mgle wzniesienia a za nimi już tylko bezbarwne przestrzenie (do lotu).

Myślę o wszystkich latach, gdy ciepłe miejsca zamieniały się w klatkę i to, co trzyma przy życiu, jednocześnie zatruwa. Jednak wolę zimną samotność niż duszący uścisk.

Chciałabym zatrzymać momenty czystego, dobrego dotyku. Ciepłe dłonie przenoszą między ciałami wiele znaczeń, ile ciszy jest w naszym milczeniu? Zbieram je i przetrzymuję w pamięci. Słowa tylko na papierze i sens wewnętrzny, niepodzielny.

Całe miasto oddycha tą samą mieszaniną półzdarzeń: powrotów i ucieczek. Patrzę na nie z góry. Znów zakwitamy pod ciemnym dachem, ciężki oddech kolejnej krakowskiej zimy a moje powietrze takie słodkie i czułe.

2 Comment

  1. Ewela says: Reply

    Piękny tekst. Znakomite zdjęcia-wspaniała historia…

  2. san says: Reply

    Co za niespodzianka- nie mogłam się doczekać, aż napiszesz coś dłuższego w języku polskim. Bardzo podoba mi się taki plastyczny styl, gdzie jest dużo przymiotników, co zawsze wydawało mi się typowe dla tzw. “wzrokowców”…Dziękuję za ten tekst, tym bardziej, że opisany stan jest mi ostatnio bliski…Dużo ciepła <3

Leave a Reply